Muszę się pochwalić:
- skarpetkami homera
- 3letnią bluzką z primarku za funta, która nadal ma tak samo intensywne kolory, i jest tak samo elastyczna jak w dniu kumpna
- impulsywnym zakupem w ciemno
- najgorszymi zdjęciami na świecie, brakiem chęci i motywacji, ale nadrabiającymi pudrową bluzeczką z bufkami i uroczą kamizelką za 3zł z lumpa
- i jeszcze trochę pożalić dziurką, którą dzisiaj zrobiłam >;
- i znowu pochwalić, że mam jak to naprawić ;D
bluzka: zara
kamizela: lump
ćwieki: allegro
P.S.:
- I ŻE W KOŃCU RUSZYŁAM DUPĘ I COŚ ZROBIŁAM!
nie jest aż tak krzywo, prawdaaaaaaaa?
poniedziałek, 15 marca 2010
niedziela, 14 marca 2010
Słodka niedziela
Niedziela taka jak każda inna - spędzona po trochu na nauce, a trochę na wybyciu na mieście. W dzisiejszym przypadku obie te sprawy to nic specjalnego i wiem, że ani trochę się nie przemęczę (i chwała na wysokościach). A oto mój dzisiejszy outfit do około godziny 14:
nocny kosiul: h&m
nocny kosiul: h&m
piątek, 12 marca 2010
Zły humor
Kto siedząc w domu w piątkowy wieczór nie jest zły/zmęczony/nienormalny? Mi jak na razie udziela się tylko złość... Tak bardzo tęsknię za czasami, kiedy to:
-mój nastrój (spowodowany między innymi pogodą) można było zobrazować w ten sposób:
- mogłam sobie gwizdać na wszystko
- a świat dookoła wyglądał mniej więcej tak (a nie był cały w szarym śniegu, błocie i odmrożonych psich kupach):
kapelusz - siostry
golf- zara trf (czasami niektóre bluzki się nawet dobrze trzymają, ale uważajcie na te z nadrukami)
korale - new yorker %%(w zasadzie nie lubię tego sklepu, mam dosyć jednoznaczną opinię o osobach, które tam się ubierają, ale jak są wyprzedaże to zawsze tam zaglądam, bo zostają rzeczy, których ludzie tam nie chcą - a które mi się bardzo podobają - po szalenie niskich cenach. za korale zapłaciłam 3zł, a niedawno za kowbojki do kostek 35zł)
spódnica -sh (złotówka!)
rajty - a bo ja wiem
baleriny - bershka (są tam od chyba roku i nadal kosztują tyle samo 8))
A żeby nie przynudzać sobą dam focię czegoś serio ładnego:
-mój nastrój (spowodowany między innymi pogodą) można było zobrazować w ten sposób:
- mogłam sobie gwizdać na wszystko
- a świat dookoła wyglądał mniej więcej tak (a nie był cały w szarym śniegu, błocie i odmrożonych psich kupach):
kapelusz - siostry
golf- zara trf (czasami niektóre bluzki się nawet dobrze trzymają, ale uważajcie na te z nadrukami)
korale - new yorker %%(w zasadzie nie lubię tego sklepu, mam dosyć jednoznaczną opinię o osobach, które tam się ubierają, ale jak są wyprzedaże to zawsze tam zaglądam, bo zostają rzeczy, których ludzie tam nie chcą - a które mi się bardzo podobają - po szalenie niskich cenach. za korale zapłaciłam 3zł, a niedawno za kowbojki do kostek 35zł)
spódnica -sh (złotówka!
rajty - a bo ja wiem
baleriny - bershka (są tam od chyba roku i nadal kosztują tyle samo 8))
A żeby nie przynudzać sobą dam focię czegoś serio ładnego:
czwartek, 11 marca 2010
SŁONCE!
Pragnę Cię! Prawie bardziej, niż co/kogokolwiek. Wiem, że nie jestem oryginalna, ale baardzo tęsknię za wiosennymi płaszczykami, czółenkami, i w ogóle wszystkim tym, co nie jest puchowe albo wełniane, i co ubieram tylko po to, żeby nie zamarznąć na kość. Owładnięta tęsknotą przeglądam zeszłoroczne, przepełnione słońcem zdjęcia:
koszula: Stradivarius
spodnie: pull&bear
buty: Stradivarius
zegarek: S.T.A.M.P.S.
poniedziałek, 8 marca 2010
8 marca, nie 8 marzec
No cóż, podczas gdy reszta kobiet dostawała róże i dziękowała za życzenia, ja posmakowałam kobiecości w trochę mniej przyjemny sposób (ale przynajmniej wiem, że nie jestem w ciąży). Byłam wczoraj na imprezie pt "Alicja w krainie czarów". Niestety nie mam zdjęcia w sukience, która "robiła" mój strój Alicji, ale pewnie ją niedługo pokażę.
niedziela, 28 lutego 2010
ciężki dzień
Dzisiaj spędziłam jakieś 4h na spacerowaniu nad morzem i po lesie ^^
Efekty zaraz zobaczycie, ale najpierw obiecana wczorajsza sukienka:
sweterek - stradivarius
top - p&b
legginsy - h&m
gumiaki - heavy duty
Efekty zaraz zobaczycie, ale najpierw obiecana wczorajsza sukienka:
Mój wyraz twarzy można pominąć. Nie zszyłam jeszcze góry z dołem, bo nie wiem, czy nie wolałabym tego nosić też osobno (np górę ze spódnicą o takim samym kroju, tylko czarną). Całość potrzebuje też jeszcze dopracowania, chodziło o ogólny efekt.
Klikając w zdjęcie widzicie je o sporo większe. Jeśli wtedy nasunie się Wam oczywiste pytanie - lub twierdzenie - powiem od razu - tak, na górze mam tylko ten cienki biały materiał. A jeśli ktoś czytał poprzednią notkę, temu też odpowiem - tak, Bartasowi się baaaaaaaaaardzo podobałam w tym.
A teraz przechodzimy do dzisiejszego spaceru <3 Oto mała relacja:
No dobra, jeszcze podobają mi się:
top - p&b
legginsy - h&m
gumiaki - heavy duty
sobota, 27 lutego 2010
Który to już raz?
Tydzień temu usunęłam swój "szafiarski" blog na innym portalu, dzisiaj usunęłam wszystkie blogspotowe. Nie mogłam jednak odejść od nieśmiertelnej nazwy, której używam już prawie w każdym portalu, więc można powiedzieć, że tylko usunęłam stare notki.
Dlaczego? Uznałam, że nigdy nie miałam do tego cierpliwości, wytrwałości, nigdy nie chciało mi się robić wystarczająco dobrych zdjęć (które uznałam za objaw wielkiej próżności, nigdy sobie sama nie robiłam zdjęć, tylko w razie konieczności). To chyba wszystko, bo jeżeli chodzi o ciuchy to zawsze były moją pasją. Do niedawna 3/4 moich pieniędzy wydawałam właśnie na nie - dzisiaj, kiedy większość czasu spędzam poza domem jedzenie bierze górę. Jednak sam fakt, że lubię się dobrze ubrać, nie przekonałby mnie do "powrotu". Po prostu zdałam sobie sprawę, że robię to dla siebie.
Niedawno (przy pomocy Bartasa ;*) wyciągnęłam starego singera mojej mamy i stwierdziłam, że muszę zrobić z niego użytek. Co prawda jak byłam mała, dostałam od taty mini mini maszynę do szycia, jednak teraz okazało się, że jest warta jeszcze mniej, niż zostało za nią zapłacone, bo nic. Przymierzałam się do singera
i przymierzałam, aż dzisiaj powstało moje pierwsze dzieło spod jego igły. Na początek jednak nożyczkom zostały poddane - bluzka z lumpa, w popularny teraz, kwiecisty wzór oraz zwykła, biała, cieniutka spódnica ze ściągaczem. Zszyć je razem i zrobić sukienkę - żadna sztuka, ja jednak ze spódnicy zrobiłam górę sukienki, a z koszulki dół. Zdjęcia całości będą jutro - jadę z tym do Bartasa, ciekawe jak się mu spodobam...
Niedawno (przy pomocy Bartasa ;*) wyciągnęłam starego singera mojej mamy i stwierdziłam, że muszę zrobić z niego użytek. Co prawda jak byłam mała, dostałam od taty mini mini maszynę do szycia, jednak teraz okazało się, że jest warta jeszcze mniej, niż zostało za nią zapłacone, bo nic. Przymierzałam się do singera
i przymierzałam, aż dzisiaj powstało moje pierwsze dzieło spod jego igły. Na początek jednak nożyczkom zostały poddane - bluzka z lumpa, w popularny teraz, kwiecisty wzór oraz zwykła, biała, cieniutka spódnica ze ściągaczem. Zszyć je razem i zrobić sukienkę - żadna sztuka, ja jednak ze spódnicy zrobiłam górę sukienki, a z koszulki dół. Zdjęcia całości będą jutro - jadę z tym do Bartasa, ciekawe jak się mu spodobam...
Żeby nie przynudzać samym tekstem, walnę zdjęcia pokazujące (no dobra, to może za dużo powiedziane, bo zostały zrobione komórką, tata aparat oddał mi dopiero wczoraj) moje dwa ulubione kolory tego sezonu - miętowy i koralowy.
czapa - sh (3zł)
sweterek - sh (5zł)
bluzka/tunika - zara%%%
naszyjnik - od B. <3 (pewnie tego nie widać, ale on i sweterek świetnie do siebie pasują)
Nie mogę się doczekać słońca i ciepła, kiedy to nie trzeba będzie się chować w wielkich puchowych kurtkach, i będzie jasno do 21!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







